Warning: Unjustified sell-off
Przez ostatnie dwa tygodnie na rynkach finansowych wydarzyło się więcej niż niekiedy przez cały rok. Generalnie gra toczyła się o:
- skuteczność, szybkość i koszt poradzenia sobie z kryzysem zaufania na międzybankowym rynku pieniężnym
- jaki wpływ na realną sferę gospodarki będą miały obecne zatory w normalnym funkcjonowaniu rynków finansowych oraz spadek wartości derywatów opartych o amerykański rynek nieruchomości
Analiza fundamentalna mówi, iż po dobrej informacji: np. danych makroekonomicznych czy też wynikach spółek, mamy do czynienia z reakcjami rynku, które można w następujący sposób „z grubsza” usystematyzować:
Informacja/dana napływająca na rynek możliwe reakcje rynkowe
DOBRA
| Rynek rośnie za dużo |
Rynek rośnie w „sam raz” | |
Rynek rośnie za mało | |
„Kupowano plotkę, a sprzedaje się fakt” (rynek spada) | |
ZŁA | Rynek nie reaguje negatywnie |
Rynek spada w sam raz | |
Rynek spada za mocno |
Co do rynków rozwiniętych (Europa Zach., USA) mieliśmy sytuację, w której pojawiać zaczęły się informacje o coraz większej liczbie zagrożonych niewypłacalnością i w rezultacie bankructwem banków. Co do rynku polskiego przekaz był następujący: w jakim stopniu kryzys finansowy na Zachodzie a w jego następstwie pogorszenie się realnej sfery gospodarki (czyli relacje producent-konsument) wpłyną na naszą rodzimą gospodarkę.
Myślę, iż co do rynków rozwiniętych, to mamy sytuację, w której rynki akcji właściwie zareagowały indeksów spadek większości indeksów o 10-15% przez ostatnie 2 tygodnie to najmniejszy wymiar kary za lata beztroski przy nieodpowiedzialnym udzielaniu kredytów oraz równie nieprzemyślanym inwestycjom w zbyt skomplikowane instrumenty finansowe oparte o niepewne przepływy finansowe z amerykańskich hipotek.
Nieco inaczej niż na rynkach rozwiniętych, przedstawia się sytuacja na rynkach emerging markets, w tym Polski. Giełdy w państwach EM w naturalny sposób tracą na skutek wzrostu globalnej awersji do ryzyka i procesu „delewarowania” inwestycji, ale często wrzucane są do jednego koszyka (sprzedawane „hurtowo”, mimo iż ich gospodarki mają zupełnie odmienne fundamenty.
O ile na rynkach akcji, jak Rosja czy Brazylia, jednym za najważniejszych czynników działających depresyjnie na kursy notowanych spółek jest fakt, iż są to gospodarki silnie uzależnione od cen surowców. W Rosji ropa i gaz ziemny odpowiadają za 65% eksportu, a Brazylia żyje z eksportu ropy, rudy żelaza oraz towary rolne, to dosyć po macoszemu potraktowane zostały rynki z naszego regionu (po piątkowej przecenie na giełdach w Warszawie (-6,5%), Pradze (-10%), tylko Budapeszt zdołał się wybronić do poziomu nieco poniżej -2%, choć i tak 2-tygodniowa zmiana sięga w jego przypadku blisko -25%. Biorąc pod uwagę wcześniejszą wyprzedaż obligacji i walut, trzeba powiedzieć, iż padł mit krajów Europy Środkowo-Wschodniej jako swoistego „safe-haven”.
O ile gospodarka węgierska, z racji swojego sporego uzależnienia od zagranicznego kapitału oraz nadmiernie niezrównoważonego deficytu budżetowego, rzeczywiście nie wygląda najlepiej, to jedyne, czego można doszukać się w Czechach to, iż mają ujemne realne stopy procentowe (za obniżenie Bank Czech stopy procentowej do poziomu 3,5% przy inflacji rzędu ponad 6% kraj ten został jednak „ukarany” wyprzedażą już kilka miesięcy temu).
Jeśli o Polskę, to za wyjątkiem KGHM ciężko jest się doszukać wśród polskich spółek jakichś gigantów surowcowych i obecny spadek na rynku surowców jest dla nas bardziej korzystny niż niekorzystny (w przeciwieństwie do wspomnianych wyżej Rosji i Brazylii). Ponadto nasz system bankowy charakteryzuje się wysokim stopniem kontroli i stabilności, a wielkość PKB (3 razy większe niż Węgier) zmniejszają szansę powodzenia spekulacyjnego ataku na naszą walutę. Wniosek jest następujący: choć rynek zawsze ma rację, to wyprzedaż polskich aktywów jest nieuzasadniona i nastąpiła na zasadzie owczego pędu, powodując korzystną relację ryzyko/zysk przy obecnych poziomach cenowych.
Jeszcze słowo komentarza do piątkowej sesji na GPW, bo miała niespotykany przebieg. Po otwarciu WIG20 na +3%, popyt praktycznie przestał istnieć, za to podaż sunęła pełną parą, spychając indeks w okolicach godz. 14.00 na -10%. Widać było, że podaż pochodziła z zagranicy, a decyzja była strategiczna: drastyczne zmniejszenie ekspozycji na region (praktycznie po każdej cenie). (Rozczarowanie dla tych, którzy myśleli, że jesteśmy już coraz mniej traktowani jako emerging market). Jedyna siła popytowa, która miała szansę zaistnieć, czyli OFE, najprawdopodobniej nie próbowały łapać akcji, gdyż były zaskoczone determinacją podaży, jak i też nie znały jej całkowitej siły. Jest jednak prawdopodobne, iż po analizie obecnej sytuacji, zaczną w tym tygodniu skupować walory (warto przypomnieć, iż obecne zaangażowanie OFE w akcje jest najniższe w historii i wynosi niewiele powyżej 20%). Możliwe też, iż tak zdeterminowana akcja podażowa ze strony zagranicy miała charakter jednorazowy.
To oczywiście tylko jeden z wielu możliwych scenariuszy. Za tydzień przedstawię, swoją opinię na temat rynków akcji Chin i Indii, zapomnianych nieco w obecnej sytuacji i nie objętych właściwą diagnozą.


