Blog Zbigniewa Obara

Rynki Finansowe

2008-10-20 9:21

Warning: Unjustified sell-off

Przez ostatnie dwa tygodnie na rynkach finansowych wydarzyło się więcej niż niekiedy przez cały rok. Generalnie gra toczyła się o:

 

- skuteczność, szybkość i koszt poradzenia sobie z kryzysem zaufania na międzybankowym rynku pieniężnym

- jaki wpływ na realną sferę gospodarki będą miały obecne zatory w normalnym funkcjonowaniu rynków finansowych oraz spadek wartości derywatów opartych o amerykański rynek nieruchomości

 

Analiza fundamentalna mówi, iż po dobrej informacji: np. danych makroekonomicznych czy też wynikach spółek, mamy do czynienia z reakcjami rynku, które można w następujący sposób „z grubsza” usystematyzować:

 

Informacja/dana napływająca na rynek                     możliwe reakcje rynkowe

 



















DOBRA

 


Rynek rośnie za dużo


Rynek rośnie w „sam raz”


Rynek rośnie za mało


„Kupowano plotkę, a sprzedaje się fakt” (rynek spada)


ZŁA


Rynek nie reaguje negatywnie


Rynek spada w sam raz


Rynek spada za mocno

  

Co do rynków rozwiniętych (Europa Zach., USA) mieliśmy sytuację, w której pojawiać zaczęły się informacje o coraz większej liczbie zagrożonych niewypłacalnością i w rezultacie bankructwem banków. Co do rynku polskiego przekaz był następujący: w jakim stopniu kryzys finansowy na Zachodzie a w jego następstwie pogorszenie się realnej sfery gospodarki (czyli relacje producent-konsument) wpłyną na naszą rodzimą gospodarkę.

 

Myślę, iż co do rynków rozwiniętych, to mamy sytuację, w której rynki akcji właściwie zareagowały indeksów spadek większości indeksów o 10-15% przez ostatnie 2 tygodnie to najmniejszy wymiar kary za lata beztroski przy nieodpowiedzialnym udzielaniu kredytów oraz równie nieprzemyślanym inwestycjom w zbyt skomplikowane instrumenty finansowe oparte o niepewne przepływy finansowe z amerykańskich hipotek.

 

Nieco inaczej niż na rynkach rozwiniętych, przedstawia się sytuacja na rynkach emerging markets, w tym Polski. Giełdy w państwach EM w naturalny sposób tracą na skutek wzrostu globalnej awersji do ryzyka i procesu „delewarowania” inwestycji, ale często wrzucane są do jednego koszyka (sprzedawane „hurtowo”, mimo iż ich gospodarki mają zupełnie odmienne fundamenty.

 

O ile na rynkach akcji, jak Rosja czy Brazylia, jednym za najważniejszych czynników działających depresyjnie na kursy notowanych spółek jest fakt, iż są to gospodarki silnie uzależnione od cen surowców. W Rosji ropa i gaz ziemny odpowiadają za 65% eksportu, a  Brazylia żyje z eksportu ropy, rudy żelaza oraz towary rolne, to dosyć po macoszemu potraktowane zostały rynki z naszego regionu (po piątkowej przecenie na giełdach w Warszawie (-6,5%), Pradze (-10%), tylko Budapeszt zdołał się wybronić do poziomu nieco poniżej -2%, choć i tak 2-tygodniowa zmiana sięga w jego przypadku blisko -25%. Biorąc pod uwagę wcześniejszą wyprzedaż obligacji i walut, trzeba powiedzieć, iż padł mit krajów Europy Środkowo-Wschodniej jako swoistego „safe-haven”.

 

O ile gospodarka węgierska, z racji swojego sporego uzależnienia od zagranicznego kapitału oraz nadmiernie niezrównoważonego deficytu budżetowego, rzeczywiście nie wygląda najlepiej, to jedyne, czego można doszukać się w Czechach to, iż mają ujemne realne stopy procentowe (za obniżenie Bank Czech stopy procentowej do poziomu 3,5% przy inflacji rzędu ponad 6% kraj ten został jednak „ukarany” wyprzedażą już kilka miesięcy temu).

  

Jeśli o Polskę, to za wyjątkiem KGHM ciężko jest się doszukać wśród polskich spółek jakichś gigantów surowcowych i obecny spadek na rynku surowców jest dla nas bardziej korzystny niż niekorzystny (w przeciwieństwie do wspomnianych wyżej Rosji i Brazylii). Ponadto nasz system bankowy charakteryzuje się wysokim stopniem kontroli i stabilności, a wielkość PKB (3 razy większe niż Węgier) zmniejszają szansę powodzenia spekulacyjnego ataku na naszą walutę. Wniosek jest następujący: choć rynek zawsze ma rację, to wyprzedaż polskich aktywów jest nieuzasadniona i nastąpiła na zasadzie owczego pędu, powodując korzystną relację ryzyko/zysk przy obecnych poziomach cenowych.

 

Jeszcze słowo komentarza do piątkowej sesji na GPW, bo miała niespotykany przebieg. Po otwarciu WIG20 na +3%, popyt praktycznie przestał istnieć, za to podaż sunęła pełną parą, spychając indeks w okolicach godz. 14.00 na -10%. Widać było, że podaż pochodziła z zagranicy, a decyzja była strategiczna: drastyczne zmniejszenie ekspozycji na region (praktycznie po każdej cenie). (Rozczarowanie dla tych, którzy myśleli, że jesteśmy już coraz mniej traktowani jako emerging market). Jedyna siła popytowa, która miała szansę zaistnieć, czyli OFE, najprawdopodobniej nie próbowały łapać akcji, gdyż były zaskoczone determinacją podaży, jak i też nie znały jej całkowitej siły. Jest jednak prawdopodobne, iż po analizie obecnej sytuacji, zaczną w tym tygodniu skupować walory (warto przypomnieć, iż obecne zaangażowanie OFE w akcje jest najniższe w historii i wynosi niewiele powyżej 20%). Możliwe też, iż tak zdeterminowana akcja podażowa ze strony zagranicy miała charakter jednorazowy. 

 

To oczywiście tylko jeden z wielu możliwych scenariuszy. Za tydzień przedstawię, swoją opinię na temat rynków akcji Chin i Indii, zapomnianych nieco w obecnej sytuacji i nie objętych właściwą diagnozą.

2008-09-29 16:38

Kto się waha ten już przegrał - wyjaśnienie obecnej sytuacji rynkowej

to stare biznesowe powiedzenie jak ulał pasuje do zobrazowania tego, co dzieję sie obecnie na rynkach akcji. S&P500 i nasdaq -4%, WIG20 -5%, napięta sytuacja już nie tylko w USA, ale w Europie Zachodniej. Plan paulsona, gdyby został szybko przegłosowany i wprowadzony w życie spowodowałby, iz być moze nie byłoby potrzebne przejęcie Washington Mutual, a dziś Wachovii, kryzys nie rozprzestrzeniłby sie także aż w takim stopniu na rynek europejski. Czasem nie do końca pewne rozwiązania wprowadzone szybko dają dobry efekt, zwlekanie z podjęciem ważnej decyzji powoduje, iż szanse podjęcie decyzji skutecznej maleją do zera. Teraz wygląda to mniej więcej tak jakby plan paulsona już nikomu nie był potrzebny. 

2008-09-29 10:16

Dlaczego spadają indeksy giełdowe skoro porozumiano się w sprawie planu Paulsona

To co dziś rano obserwujemy na rynkach, to nic innego jak realizacja starego giełdowego przyrzekadła “kupuj plotkę a sprzedawaj fakt”. Hurraoptymistyczne wzrosty sprzed 10 dni, były niczym innym jak kupowaniem plotki, że plan Paulsona zostanie szybko zatwierdzony i zażegna kryzys na rynku finansowym. Może nawet nie była to gra pod to, że ten kryzys faktycznie zostanie zażegnany, ale że większość uczestników rynków tak bedzie uważać.  W momencie, w którym wszystko już jest uzgodnione i dziejsze głosowanie w Amerykańskim Kongresie będzie tylko formalnoścą, nie ma powodów aby dłużej trzymać akcje i inwestorzy “sprzedawają fakt”.

2008-09-26 12:53

Książka Nicolasa Darvasa

Ostatnio na moje biurko trafiła książka o tytule „Jak zarobiłem 2 000 000 $ na giełdzie” autorstwa Nicolasa Darvasa. Generalnie książka została napisana 40 lat temu, a wydarzenia dotyczą tego, co działo się 50 lat temu, czyli czasów dalece „zamierzchłych”. Oczywiście nikt nie słyszał wówczas ani o credit crunch, ani o Mortgage Backed Securities. Rynki dziś są niewątpliwie bardziej rozwinięte, z książki da się jednak wydobyć kilka prawideł i wskazówek, które są ponadczasowe przy inwestowaniu na giełdzie.

Cała książka napisana jest w formie sagi dla gospodyń domowych, o tym jak nie mając pojęcia o giełdzie stać się milionerem, ale pomińmy ten szczegół, a skupmy się na treści, która można zmieścić na jednej kartce A4.

 Autor przez przypadek styka się z rynkiem kapitałowym (standard). Dostaje akcje jako zapłatę. Później wykonuje multum transakcji, sprzedaje i kupuje, sprzedaje i kupuje, zachwycając się małymi zyskami i notując duże straty na pojedynczych transakcjach (problem zbyt szybkiego realizowania zysków i niezbyt szybkiego ucinania strat)

Później autor przechodzi fascynacje analizą fundamentalna,  zauważa jednak, że mimo iż jest to czasochłonne, to nie działa (zwłaszcza w krótkim okresie).  Potem zwraca się w stronę analizy technicznej. Stosując zlecenia stoploss chroni się przed stratami, gdy zmienia się trend i na rynkach zapanowuje bessa.

Orientuje się, iż mimo że przyszło mu wejść na giełdę w okresie trwania niesłychanej hossy, to jego rachunek zmienił się niewiele, a nawet spadł.  

Bessę wykorzystuje do nauki i wypracowania systemu – system pozwala mu bezemocjonalnie i szybko podejmować decyzje, co jest rzeczą pożądana na rynkach kapitałowych niebywale.

System jest mixem analizy technicznej i fundamentalnej z dominacją jednak technicznej. Wygrywa całkiem sporą gotówkę na jednej transakcji, co powoduje, ze zapomina o tym wszystkim, czego się nauczył. Nie trzyma się wypracowanych zasad, gra emocjonalnie i ponosi straty.

Później jednak opanowuje sytuację i staje się milionerem, udziela wywiadów, a na koniec pisze książkę. Cudownie.

Ciekawe czy ktoś po przeczytaniu książki wie co dzisiaj zagrać na rynku.

2008-09-26 10:41

Kiedy plan Paulsona? - komentarz dzienny 26.09

Wczorajszy dzień był dobry dla rynków akcji na całym świecie. Główny indeks Warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych WIG20 wzrósł o 3,26% do 2447 pkt. W Ameryce, indeks S&P500 zyskał blisko 2%, rosnąc do 1209 pkt, a technologiczny Nasdaq 1,4%, kończąc sesję na poziomie 2186 pkt. Mimo spadków cen ropy (do 105,20 USD/baryłka), stosunkowo dobrze radziła sobie Bovespa. Główny indeks giełdy Brazylijskiej odrobił straty z poprzedniej sesji. Wzrost wyniósł 4%, a poziom zamknięcia to 51 828 pkt. 

Inwestorzy na rynkach akcji obstawiali, że zapowiedziany tydzień temu przez sekretarza Skarbu USA, Paulsona oraz szefa FED, Bena Bernanke plan ratunkowy dla amerykańskiego sektora finansowego, zostanie zatwierdzony w Amerykańskim Kongresie już wczoraj.  

Mnożą się jednak uwagi i zastrzeżenia co do ostatecznego kształtu ustawy (m. in. krytykowane są zbyt duże uprawnienia dla jednej osoby, jakie miałyby przypaść dla sekretarza Paulsona). Dodatkowo wznoszą się opinie, że ogromna kwota 700 mld USD chronić będzie tylko duże instytucje finansowe, a w żadnym stopniu nie będzie chronić zwykłego obywatela przed przejęciem jego domu przez bank w sytuacji problemów ze spłatą kredytu. 

Plan wydaje się mimo wszystko jedynym rozsądnym posunięciem na teraz. Jego odsunięcie w czasie przynosić będzie kolejne ofiary spośród instytucji finansowych. Już po zamknięciu wczorajszej sesji w USA, aktywa kasy oszczędnościowo-pożyczkowej Washington Mutual zostały przejęte przez JP Morgana. 

Publikowana wczoraj cotygodniowa liczba nowozarejestrowanych bezrobotnych podskoczyła do aż 493 tys., a oczekiwano 450 tys. Jest to najgorszy rezultat od 2001 roku. Wyraźnie spadły także zamówienia na dobra trwałego użytku, co jest dosyć skutecznym wskaźnikiem wyprzedzającym amerykańskiej gospodarki. Licząc rok do roku, spadek w sierpniu wyniósł 4,5%, a nieuwzględniając środków transportu, spadek wyniósł 3%. Prognozy zakładały odpowiednio -1,3% oraz -0,5%. Niezbędnym elementem opanowania kryzysu finansowego w USA jest, jak powiedział już jakiś czas temu Alan Greenspan, ustabilizowanie cen nieruchomości. Tymczasem spada dosyć drastycznie sprzedaż nowych domów. W sierpniu o 11,5% (konsensus analityków przewidywał spadek o 0,6%). 

Jaskółka wzrostu z parkietów europejskich i amerykańskich nie dotarła na parkiety azjatyckie. Japoński Nikkei stracił 0,9%, chiński HangSeng 1%, a indyjski BSE30 nieco ponad 2%. 

Dziś otwarcie na GPW wypadło blado, ale indeksy odrabiają straty. WIG20 utrzymuje się w bezpiecznej odległości nad poziomem 2400 pkt. i traci tylko 0,8% w stosunku do zamknięcia z dnia wczorajszego. 

Zza Oceanu napłynie dziś kilka informacji, które będą jednak drugoplanowe wobec toczącej się batalii o przegłosowanie planu ratunkowego. Będą to ostateczne dane o PKB w II kwartale, a także wskaźnik wydatków konsumpcyjnych bez paliw i żywności (PCE core), dana do której sporą uwagę przykłada FED przy odczytywaniu sygnałów inflacyjnych z gospodarki.

2008-09-19 11:55

Odsiecz dla rynków - Komentarz Dzienny 19.09.2008

FED czyli amerykański bank centralnego dwoi się i troi aby powstrzymać zalewającą rynki akcji falę wyprzedaży. Wczoraj jego szef Bernanke w porozumieniu z sekretarzem skarbu USA, Paulsonem, zapowiedzieli utworzenie funduszu, który skupować będzie niepłynne aktywa związane z rynkiem nieruchomości i kredytów hipotecznych. Celem tego posunięcia jest oczyszczenie bilansów zagrożonych firm i odzyskania przez nich płynności. Widoczne jest zatem, iż Skarb USA i FED odchodzą od zwalczania objawów tego kryzysu (kłopotliwe” aktywa były powodem bankructwa Lehman Brothers, a wcześniej nacjonalizacji Fannie Mae i Freddie Mac, a do opinii publicznej docierały sygnały o coraz większej liczbie toczących się rozmów w sprawie przejęć bądź ratunkowych emisji akcji dla coraz większej liczby zagrożonych podmiotów finansowych na rynku w USA) i zaczynają zwalczać kryzys u podstaw, co niezwykle optymistycznie zostało przyjęte przez rynki. 

Mimo tego, należy zastanowić się, czy zażegnanie kryzysu będzie takie proste. Po pierwsze nie wiemy czy cena, po której przejmowane będą te aktywa będzie na tyle dobra, że instytucje finansowe nie zrujnują swoich bilansów i rachunków wyników kosztem uzyskania płynności, a po drugie, jak wielce ten niespotykany od kilkudziesięciu lat interwencjonizm finansowy obciąży amerykańskiego podatnika. Póki co, posiadaczom akcji pozostaje się cieszyć, iż sentyment rynkowy uległ diametralnej zmianie, a rynki dosłownie toną w optymizmie. 

Na rynki akcji działał wczoraj nie tylko ten bardzo dla rynków optymistyczny scenariusz planu pomocy z „kłopotliwymi” aktywami, ale także skoordynowana akcja głównych światowych banków centralnych wstrzyknięcia 180 mld USD gotówki do systemu bankowego. Zatem, to co indeksy amerykańskich akcji straciły we środę, wczoraj zdołały odrobić. S&P500 wzrósł o 4,3%, rosnąc do  1206 pkt., a Nasdaq wzrósł o 4,8% do poziomu 2199 pkt. Pozytywne nastroje w naturalny sposób zawitały także na rynki azjatyckie. Japoński Nikkei wzrósł o 3,7%, indyjski BSE30 o 5,4%. a chiński HangSeng aż o 9,6%, m. in. po tym, jak władze chińskie zapowiedziały zniesienie podatku od zakupu akcji. 

Poprawa nastrojów na globalnych rynkach finansowych sprowokowała spadek eurodolara do poziomu 1,4210 EUR/USD i skorygowała dynamiczne wzrosty złota (cena tego kruszcu spadła o blisko 5% do 850 USD/oz.). Rośnie natomiast cena ropy. Kontrakty na dostawę tego surowca traktuje się w ostatnich dniach na równi z akcjami i złoto „puka” dosłownie w granicę 100 USD za baryłkę. 

Na polskim rynku nie było chyba ekonomisty, który nie byłby zaskoczony wczorajszymi danymi o dynamice produkcji przemysłowej i budowlano-montażowej w sierpniu. Prognozy oczekiwały lekkie wzrosty, tymczasem produkcja spadła i to o 3,7% r/r i aż 8% m/m. To zdecydowany argument dla Rady Polityki Pieniężnej do wstrzymania się z podwyżkami stóp procentowych. Daje także do myślenia w kontekście prognoz utrzymania tempa wzrostu PKB w Polsce na rozsądnym poziomie powyżej 5%. Zyskały zatem po raz kolejny ceny polskich obligacji. 

Dziś optymizm od rana obecny jest wszystkich europejskich parkietach. Francuski CAC40 rośnie o 5,7%, turecki ISE o 8,9%, a nieczynny przez dwa dni parkiet rosyjski przechodzi sam siebie zyskując 18%. Wzrost na warszawskim parkiecie rzędu nieco powyżej 3% wypada w tym porównaniu niezwykle blado.  

Optymizm jest niesłychany, indeksy mają co odrabiać, ale czy na pewno akcja FED i Skarbu USA rozwiązuje tak bezprecedensowe problemy jakie dotknęły rynek finansowy. Trafna odpowiedz na to pytanie pozwoli przewidzieć zachowania rynków akcji w najbliższych dniach i tygodniach.

2008-09-15 13:05

WIG20

wig20_d1.png

Dziś na wykresie dziennym rysuje się prospadkowa formacja czarnej świecy z luką

2008-09-15 12:03

ISE100 - out

ise100_d1.png

Niestety na głównym tureckim indeksie nastapiło wybicie dołem, w związku czym szanse na wzrost zmalały.

2008-09-12 19:18

Komentarz Tygodniowy 12.09.2008

Najważniejsze wydarzenie tygodnia 

Najważniejszymi wydarzeniami poprzedniego tygodnia były zawirowania wokół dokapitalizowania czołowego banku inwestycyjnego w USA Lehman Brothers oraz deklaracja premiera o wejściu Polski do strefy euro 2011 r.  

Sytuacja na zagranicznych rynkach akcji 

Ledwo co Skarb USA gruntownie dokapitalizował (a w praktyce znacjonalizował) agencje Freddie Mac i Fannie Mae sekurytyzujące kredyty hipoteczne, a pojawił się nowy poważny problem w amerykańskiej gospodarce. Mianowicie Lehman Brothers, jeden z czołowych amerykańskich banków inwestycyjnych, opublikował fatalne kwartalne wyniki finansowe ze stratą znacznie przewyższającą i tak pesymistyczne prognozy analityków. Co gorsze, niepowodzeniem zakończyły się także pierwsze rozmowy w sprawie dokapitalizowania banku prowadzone z Koreańskim Bankiem Rozwoju. Indeksy akcji poddawane były presji. Koniec tygodnia nie był już tak zły, ale problem pozostaje nierozwiązany, zwłaszcza, że FED nie jest skłonny, tak jak to było w marcu w przypadku Bear Stearns, finansowo wspomóc przejęcie Lehmana, bo prowadziłoby to do kolejnego precedensu i mogłoby zachęcić inne instytucje finansowe do podejmowania nadmiernego ryzyka. Niekorzystne tendencje z rynku Stanów Zjednoczonych wpływały na wszystkie inne rynki akcji i ciężko było znaleźć indeks, który charakteryzowałby się dodatnią tygodniową stopą zwrotu. Pozostaje pocieszyć się, iż po takich negatywnych tygodniach przychodzi najczęściej odreagowanie. Gdyby udało się w elegancki sposób rozwiązać problemy Lehman Brothers, na rynki mógłby powrócić optymizm, jaki pojawił się w pół roku temu, gdy rozwiązano problemy z bankiem inwestycyjnym Bear Stearns.   

Sytuacja na krajowym rynku akcji  

Mimo trwającej przeceny na rynku rosyjskim, nikły procent tamtejszego kapitału napłynął na Warszawska Giełda Papierów Wartościowych. Warszawski parkiet pozostawał oczywiście pod wpływem wydarzeń z amerykańskiego rynku akcji, z kulminacyjną wyprzedażą we środę, aczkolwiek, m. in. dzięki odrodzeniu się pozytywnych nastrojów wobec polskiej waluty, spadki zostały powstrzymane. Wsparciem dla indeksu WIG20 okazał się poziom 2450 pkt., a po piątkowej sesji, zamknięcie wypadło 7 pkt. wyżej. Nie można wykluczyć jednak, iż indeks WIG20 w przyszłym tygodniu testować będzie dołki z połowy lipca czyli poziom 2400-2410 pkt. To, co jednak może zadecydować o skutecznej obronie, to fakt, iż odbywałaby się ona przy znacznie słabszej polskiej walucie niż to miało miejsce dwa miesiące temu, dzięki czemu polskie akcje są już znacznie bardziej atrakcyjne dla inwestorów zagranicznych, mogących być silną stroną popytową. Warto jeszcze nadmienić, iż głównymi tematami tego tygodnia na polskim rynku kapitałowym były, zapowiedziane przez Skarb Państwa, plany dalszej prywatyzacji, a następnie konsolidacji polskiego sektora chemicznego oraz kwestia prywatyzacji Giełdy Papierów Wartościowych poprzez ofertę prywatną skierowaną do akcjonariuszy finansowych.  

Waluty 

Początek tygodnia przyniósł dalszą wyprzedaż walut z rynków wschodzących. Z pomocą złotemu przyszła jednak środowa deklaracja premiera o zamierzeniach przyjęcia w Polsce euro już w 2011 r., co w kilkadziesiąt minut zmieniło diametralnie sytuację na lokalnym rynku walutowym. Złoty, uważam, ma także szanse zakończyć trwającą 8 tygodni korektę spadkową, mimo iż to tylko zapowiedź szefa rządu, za którą nie idą jeszcze konkretne działania (potrzebna jest współpraca rządu z NBP, a następnie zmiana konstytucji). Na najpłynniejszej parze walutowej świata, eurodolarze, dalej panowała awersja do euro. Rynek zamiast zareagować na kryzys Fannie Mae i Lehman Brothers przeceną dolara, to przecenił euro i eurodolar przebił nawet wsparcie na poziomie 1,40 EUR/USD. Koniec tygodnia przyniósł jednak wyczekiwane technicznie odreagowanie rynku i osiągnięty został poziom 1,4150 EUR/USD.                                                                                                  

Surowce 

Do przywrócenia hossy na rynku surowców nieodzownym czynnikiem jest spadek wartości amerykańskiego dolara, w której to walucie są one notowane na większości światowych giełd. Dolar pozostaje jednak w  średnioterminowym silnym trendzie wzrostowym i nie zmienia tego korekta z końca tygodnia. Na rynku surowcowym, poniedziałek i wtorek przebiegały w oczekiwaniu na szczyt organizacji zrzeszającej eksporterów ropy naftowej – państw OPEC. Ostatecznie zapadła decyzja o utrzymaniu dotychczasowych limitów wydobycia ropy, ale zaapelowano do państw członkowskich o bardziej ścisłe ich przestrzeganie, co dotychczas u kilku państw nie miało miejsca. Ropa zatem otarła się o poziom 100 USD/baryłkę, kończąc tydzień nieznacznie wyżej. Dalej z awersją inwestorów spotykało się złoto – poziom ledwo powyżej 750 USD/oz. Dopiero koniec tygodnia przyniósł lekkie odreagowanie na rynku surowców, czego największym beneficjentem była miedź – jej cena wzrosła ponownie powyżej 7000 USD za tonę. 

Stopa procentowa 

Wypowiedź premiera Tuska spowodowała hurraoptymizm na polskim rynku długu. Spadła rentowność (wzrosła cena) obligacji o wszystkich terminach wykupu z największą zmianą na długim końcu krzywej (rentowność 10-latek spadła do 5,85%). Tendencje do spadków rentowności można było zaobserwować także na rynkach bazowych. Rentowność 10-letnich obligacji rządowych w USA spadła do poziomu 3,65%, a powody były co najmniej dwa. Pierwsze to perypetie z Lehmanem i w związku z tym, zwiększone oczekiwania co do obniżek aniżeli podwyżek stóp procentowych. Drugim istotnym aspektem była niższa od oczekiwanej inflacja PPI w sierpniu. Ceny spadły miesiąc do miesiąca o 0,9%, ale w relacji rok do roku był wzrost i to aż o 9,6%. Inflacja powinna jednak spadać wraz z utrzymywaniem się cen surowców na dotychczasowym poziomie. Tendencje do umacniania się rynków długu mogą być obserwowane także w najbliższym tygodniu.  

 

2008-09-11 11:53

Kryteria konwergencji

Od wczoraj na nowo rozgorzała dyskusja o wejściu Polski do strefy euro, po tym jak premier Tusk zadeklarował rok 2011,  jako ten, od którego złótówka zostanie zastapiona przez euro. Rozgorzała dyskusja na ile jest to termin realny. Warto powtórzyć, jakie są 4 kryteria, jakie polska gospodarka powinna spełnić, aby wejście do strefy euro stało sie faktem. Oto one:

  • średnia stopa inflacji w ciągu roku poprzedzającego akcesję nie wyższa niż 1,5 punktu procentowego od pułapu wyznaczonego przez średni poziom inflacji obliczony dla trzech państw o najniższej inflacji w UE,
  • średnia nominalna długoterminowa stopa procentowa nie wyższą niż 2 punkty procentowe od poziomu wyznaczonego przez średni poziom odpowiednich stóp procentowych w trzech krajach o najniższej stopie inflacji w UE (przyjmuje sie tu rentowność 10-letnich obligacji) ,
  • stabilny kurs walutowy w ciągu dwóch lat poprzedzających akcesję  - oznacza to udział w mechanizmie kursowym Europejskiego Systemu Walutowego; dokładniej, dany kraj powinien przestrzegać normalnego przedziału wahań (+/- 15%) swojej waluty w ramach ogólnounijnego systemu ERM2, nie może również w tym czasie dokonać samodzielnej dewaluacji własnej waluty wobec waluty innego kraju Unii Europejskiej. Może natomiast dokonać jej rewaluacji
  • deficyt budżetowy mierzony w roku poprzedzającym ocenę w cenach rynkowych nieprzekraczający 3% PKB danego kraju,
  • dług publiczny w roku poprzedzającym ocenę nieprzekraczający 60% PKB danego kraju.  
  • Najwięcej problemów może byc ze spełnieniem kryterium inflacyjnego, stąd bardziej jastrzębie wypowiedzi członków Rady Polityki Pieniężnej oraz wyższe przewidywania co do poziomu stóp procentowych w Polsce w 2009 roku. Aby jednak termin 2011 roku był realny jak najszybsze powinno byc podjęcie decyzji o wejściu naszej waluty do systemu ERM2.